WARSZTATY 2016 - Andrzej Skoczylas


skoczylas

Interdyscyplinarne Warsztaty Artystyczne, których bezpośrednim organizatorem jest Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury w Gorzowie Wielkopolskim, mają długą i piękną tradycję. Można się z nią łatwo zapoznać sięgając choćby po bardzo ciekawe czasopismo WŁASNYM GŁOSEM, m.in. dokumentujące dorobek Warsztatów, jak i korzystając z rozmów z „weteranami” gorzowskich spotkań i to pochodzących z różnych pokoleń. Stąd bierze się moja garść wrażeń z Warsztatów, gdzie znalazłem się poproszony przez organizatorów, by „zająć się grupą plastyków”, być jej konsultantem.
Z zajęciem tym wiąże się konieczność odpowiedzi na fundamentalne pytanie – czym ma być funkcja doradcy. konsultanta, instruktora, na zgrupowaniu, kilkudziesięciu amatorów bądź profesjonalistów, osób w różnym wieku, wiedzy, doświadczeniu, oczekiwaniach? Których przywiodły tu wspólna pasja a na pewno niekłamane zainteresowanie ulubioną dziedziną sztuki, dla której poświęcają swoje wszystkie wolne chwile poza codziennymi obowiązkami, wiążą z nią swe najróżniejsze, jakże często idealistyczne, ale bywa, i bardzo sprecyzowane nadzieje. Można powiedzieć górnolotnie - łączy ich miłość do sztuki, a różni wrażliwość, stopień zaawansowania i obycia w kulturze, środowiskowe wpływy i naleciałości.

skoczylas

W tej sytuacji w moim przekonaniu, konsultant powinien kierować się dwiema zasadami; po pierwsze NIE SZKODZIĆ, po drugie, być tylko przewodnikiem, pomocnikiem. Przyjaznym, empatycznym, potrafiącym przekonywać do swych racji. (Oczywiście przy założeniu, że te racje ma).
Moja praca w Garbiczu z grupą oddaną mi pod opiekę, choć tylko parudniowa, dostarczyła mi sporo doświadczeń i przemyśleń.
Przede wszystkim, Warsztaty choćby osiągały najwyższy możliwy poziom edukacyjny, nie mogą być i nie są SZKOŁĄ. Nie mogą nauczyć sztuki, niezależnie od tego jak długo by trwały, W tym punkcie zderzają się, często nie uświadomione, oczekiwania sporej grupy uczestników z realiami, że tu ”nauczą się sztuki”, nauczą się profesjonalizmu.

ganda
Czesław Ganda i Andrzej Skoczylas

Wyprowadzanie z takich mylnych wyobrażeń o funkcji zajęć na Warsztatach, należy wg mnie, do pierwszych, podstawowych zadań konsultantów i opiekunów. Skądinąd nie można się dziwić uczestnikom, bo przecież przyjeżdżają tu również po wiedzę. Po to, by tę wiedzę spożytkować dla ulepszania, podnoszenia na wyższy poziom uprawianej już przez siebie twórczości (w domyśle, dotąd słabszej niż lepszej). Oczekują wskazówek, instrukcji, gotowych rozwiązań, by ich prace stały się prawdziwymi dziełami sztuki.
Pomijając już to, że taką drogą nie powstaje żadne dzieło sztuki, to tkwi w tych rachubach i nadziejach (czasem wstydliwie ukrywanych ale przecież wyczuwalnych) sprzeczność kardynalna – twórczość amatorska nie istnieje po to by stać się z czasem zawodową (choć jak zawsze, bywają tu wyjątki). Ona istnieje dlatego, że inną być nie może! Nie da się jej zlikwidować lub podnosić poziom np. doskonaląc warsztat. To usiłowania bez sensu. Twórczość amatorska jest bezinteresowna ze swej definicji, powstaje bez liczenia się z kosztami różnorakiej natury; osobistej, finansowej itp, Jest hobbystyczna w najlepszym słowa znaczeniu, szlachetna. Mieści się poza trendami, modami, powiedziałbym, jest ponadczasowa. Czy to mało? Rolą konsultanta – tak ja to widzę – jest wskazywanie jej autorom „dołków”, mielizn i manowców, jakie przy uprawianiu tego rodzaju sztuki występują. Pokazywanie złych wzorów, banału i kiczu. A że w trakcie takiego współdziałania z uczestnikami otwierają się okazje do spojrzenia z perspektywy na kulturę, sztukę, na umiejscowienie jej w historii i duchowej ekosferze człowieka? To tylko „wartość dodana” Warsztatów, i myślę, wcale nie drugorzędna. Wręcz przeciwnie.

rawik
Andrzej Skoczylas i Joanna Rawik

Kilkudziesięciu uczestników WARSZTATÓW: plastyków, poetów, muzyków, fotografików pod ofiarnym i niezmordowanym szefostwem Czesława Gandy, pracowało, spędzało czas, dyskutowało od świtu do nocy. Nie było pustych miejsc (wolnych od wydarzeń artystycznych) w gościnnym pensjonacie MAGNAT.
Prominentni konsultanci WARSZTATÓW jak Joanna RAWIK czy Marek Wawrzkiewicz mieli wypełniony harmonogram „udzielania się” do granic możliwości. Sam doświadczyłem niespożytej energii i pomysłowości Czesia, gdy mi znienacka zakomunikował, że powinienem namalować obraz, i to w stylu „nie ma zmiłuj”, razem z moją grupą podopiecznych. Płótno już przygotowane! Najpierw zgodziłem się, czemu nie? Nie mam nic do ukrycia! Ale po chwili jednak odmówiłem. Z powodu wyłożonego wyżej – opiekun nie powinien dawać nawet najmniejszego pretekstu, do naśladowania go, nawet bezwiednego (a co się często zdarza, również bezwiednie) i prowadzi do nikąd. Inną filozofię podejścia do sztuki wyznawał np mój nieżyjący już kolega, wybitny artysta Franciszek Starowieyski „BYK”. (Tak z lubością się podpisywał). .Gdyby to on, zamiast mnie, taką propozycję otrzymał, natychmiast przystąpiłby do tworzenia dzieła-teatru, czujnie zerkając czy aby ktoś nie ociąga się w podążaniu za nim i podziwianiu jego sztuki. I mielibyśmy wtedy na WARSZTATACH około 12 „byczków” płci obojga..

grupa
Instalacja grupy plastycznej

Uległem innej propozycji Czesia (również z zaskoczenia) bym skomentował „spontaniczną” instalację mojej grupy plastycznej, która zbudowała wielką ramę i cała się w niej pomieściła. Powiedziałem, że proces od pomysłu do wykonania na żywo, przypomina mi „Umarłą klasę” Tadeusza Kantora, tylko że ja, niestety, nie jestem Kantorem żeby coś sensownego z tego wyszło. Zaproponowałem natomiast, żeby nie było zupełnej wtopy, by „aktorzy” wyrazili sobie nawzajem swe gorące uczucia; miłości, niechęci itp. Liczyłem na pełną kotłowaninę ale wszyscy się chyba przeliczyli w swych możliwościach. Bisów nie było, ale również żądań zwrotu pieniędzy za bilety…
W ogóle na WARSZTATACH, mimo realizowaniu programów w poszczególnych sekcjach, uczestnicy spontanicznie brali udział we wspólnych działaniach, prezentacjach swoich dokonań, prelekcjach, dyskusjach. Zwróciły moją uwagę przy tej okazji, pierwiastki oryginalności i sporego zaawansowania w wierszach Mażenny Lewandowskiej z Kowala czy balladzistki Danuty Zasady z Lindgarden w Szwecji ale to tylko moje, bardzo subiektywne oceny i odstępstwo od reguły by nie klasyfikować.
We własnej autoprezentacji pokazałem w Garbiczu przywiezione przez siebie archiwalne egzemplarze dwumiesięcznika SZTUKA, swego czasu najważniejszego czasopisma artystycznego w Polsce (w którego redakcji spędziłem 32 lata, w tym 23 lata jako jego redaktor naczelny). Sądzę, że ta wycieczka, przygoda ze SZTUKĄ, dała uczestnikom WARSZTATÓW rzadką dziś okazję do wglądu w zaplecze współczesności, po to, byśmy lepiej i łatwiej poruszali się zawiłościach dzisiejszej rzeczywistości artystycznej. Mam nadzieję, że nie okazało się to stratą czasu i mogło być przynajmniej dla niektórych, przydatne i pożyteczne.

Tekst: Andrzej Skoczylas
Zdjęcia: Sylwester Turski