Noc wigilijna Gandystów




caban

Lady Klopsyflora Cabanani

Mroźny grudniowy dzień chylił się powoli ku zachodowi. Na dworze Gandystów trwały ożywione przygotowania do przyjęcia gości.
basia
Burbonia Laeticia

Burbonia Laeticia z pomocą panien dworskich stroiła stół sali biesiadnej, Lady Klopsyflora Cabanani i Martha de Borgia rozkładały talerze z drobnymi ciasteczkami i łakociami, von Hlodvig przysposabiał potężne świece łojowe, Mnich pustelnik Hermanus Koźlarz z Międzywodzia poprawiał ogień na kominku i dokładał nowe polana, Majordomus Habdamus mieszał strawę w kotle ogromną warząchwią, Marcus de Lowe dobierał stosowne trunki i puchary na mającą się rozpocząć biesiadę, Boguwola Hortensja z Włodarzowa kroiła placki ogromnym nożem kuchennym, którego sam widok w krzepkiej niewieściej dłoni budził respekt nawet u starszyzny rycerstwa.
boguwola
Boguwola Hortensja z Włodarzowa

Ryśko z Kućkowa, którego Przemysław Sprawiedliwy uczynił mistrzem dworskiego ceremoniału odbierał ostatnie wskazówki od swego pana ubranego już w strój koronacyjny.
vygibus
Genaus Vygibus herbu świszczypała

Tylko Przecherus Fredny i Genaus Wygibus herbu świszczypała nie mogli sobie znaleźć miejsca w natłoku przygotowań. Co chwilę wybiegali na dziedziniec, próbując w gęstniejącym mroku dojrzeć nadjeżdżających gości. Gdy na dobre się ściemniło wiatr wzmógł się i zaczął sypać gęsty śnieg.
ajs
Jajseusz z Szaflewa herbu Ostrovia

Mimo ukończonych przygotowań niepokój narastał. Czy śnieżyca pozwoli gościom dojechać na czas? Czy nie zamarzną? Nie zgubią drogi? Wreszcie do sali wpadł podekscytowany Genaus Wygibus herbu Świszczypała i zakrzyknął tak gromko, że aż Bladolica Marzanna i Donna Klara siedzące przy kominku zamarły w niemym przestrachu; Jadą!
habdamus
Majordomus Habdamus

Spiesznie formował się orszak powitalny z Przemysławem Sprawiedliwym w stroju koronacyjnym na czele. Na dziedziniec wjechały pierwsze ogromne sanie, a po nich kolejne. Zagrzmiały surmy bojowe, którym przewodził jak zwykle Boleslaus Wstydliwy z Malicji Z sań wysiadł Christof de Lorche a za nim liczni goście z dalekich wschodnich rubieży: Witold Pietryłło z dalekiej Żmudzi, Poleska Księżna Wieruszyna i wielu innych. Po wygłoszeniu mów powitalnych oczom zebranych ukazał się Mag tajemnej sztuki żywego pisma diak Nicolaus z dalekiej Rusi. Nie był zbyt słusznego wzrostu, ale czarna tajemnicza broda dodawała jego spokojnej dobrotliwej twarzy dostojeństwa i powagi. Powiódł po zebranych łagodnym spojrzeniem. Miło nam gościć w magiczną noc wigilijną na twym zacnym Dworze wśród Gandystów szlachetny Panie – zwrócił się do Przemysława Sprawiedliwego. Przywozimy Wam prezenty i pomyślne wróżby na nadchodzący rok. Otrzymujesz od nas Przemysławie sprawiedliwy napierśnik zbroi rycerskiej z herbem XXVI Wyprawy krzyżowej i oby się Wam powiodła w nadchodzącym roku. Przemysław przyjął prezent w milczeniu, skłonił się dostojnemu gościowi, a do Nicolausa podchodzili już kolejni goście. Majordomusie Habdamusie wraz z Marcusem de Lowe za wasze bohaterskie czyny w bitwie nad Drawą otrzymujecie pierścień rybaka.
diak
Diak Nicolaus
Mag żywego pisma z dalekiej Rusi

Gdy do Nicolausa zbliżył się Christof de Lorche, mag zasępił się nieco i zajrzał w zwoje pergaminów. Pracowity przed Tobą rok dzielny rycerzu. Będziesz przetapiał dzwony na armaty i armaty na dzwony. Chwała ci, żeś zaufał Gandystom. Ty Genausie Wygibusie herbu świszczypała otrzymujesz bogate zbiory pergaminów do studiowania przez długie wieczory. Kolejni goście odbierali od Nicolausa pokaĄne wory prezentów, Gdy wszyscy zasiedli do stołu damy zaczęły rozwijać paczki pełne strojów wykwintnych, ozdób, pomadek i pachnideł. Pora wznieść toast za zdrowie miłościwie nam Panującego Przemysława sprawiedliwego – rzekł Majordomus Habdamus. - i za powodzenie przyszłorocznej XXVI Wyprawy Krzyżowej – dorzucił Marcus de Lowe.
jarek
Trubadur Jarogniew

Donna Klara zaśmiała się drobniutko i otworzyła swój pakunek, z którego wysypał się wianuszek rozplotkowanych przyjaciółek – tak liczny, że otoczyły damę zewsząd iż nie było jej widać. Genaus Wygibus herbu świszczypała rozwiązał swój wór z prezentami, a z niego wyfrunęła ogromna chmara motyli, aż w sali zrobiło się mroczno.
fred
Przecherus Fredny

Przecherusowi Frednemu pociemniało w oczach. Zwolna przetarł je pięścią i w rzednącym mroku poranka dostrzegł wsparte o ławę postacie Marcusa de Lowe i Genausa Wygibusa schylone nad opróżnionymi pucharami. Kiedy ocknął się na dobre, zorientował się, że leży na garści słomy podesłanej w rogu izby. Ogromniaste buciory utrudzone nocną wędrówką w kopnym śniegu na mszę pasterską dosychały z resztek wilgoci. Żar na kominku powoli dogasał.

tekst: Ferdynand Głodzik
grafika: Krzysztof Mariusz Ciesielski